Béatrice natychmiast interweniuje:
„To nie jest ani czas, ani miejsce na rozmowy o interesach”.
Wzrok Alexandre’a nie spuszcza Adriena z oczu.
„To nie interesy. Nie do końca”.
Héloïse patrzy na nich to z powrotem, teraz bardziej zaniepokojona niż arogancka.
„O czym on mówi?”
Nikt mu nie odpowiada.
A ta cisza mówi sama za siebie.
Alexandre kontynuuje:
„Powiedziałeś Héloïse, że Claire nie może mieć dzieci?”
Pytanie przecina pokój niczym ostrze przyłożone płasko do szkła.
Héloïse odwraca się tak szybko, że jej bransoletka odbija światło. Palce Béatrice zaciskają się na oparciu krzesła. Twarz Adriena staje się bez wyrazu, ledwie na sekundę, ale na tyle długo, że cała sala będzie to pamiętać później, nawet jeśli powie coś jeszcze.
W końcu się śmieje, ale tym razem śmiech jest jawnie agresywny.
„Czy naprawdę o to nam chodzi? Zamierzasz przyjść do mojego domu, żeby popłakać się z powodu jakiegoś problemu z płodnością?”
Nie odwracasz wzroku.
„Mojego problemu z płodnością?”
Teraz w pokoju panuje taka cisza, że słychać oddech.
Myślałeś o tej chwili przez trzy lata, nie wierząc, że naprawdę się wydarzy. Nie chodzi o zemstę w ogóle. O tę właśnie kwestię. O tę chwilę, kiedy wstyd opuszcza twoje ciało, by znaleźć nowego właściciela. Ludzie wierzą, że upokorzenie można naprawić przeprosinami. To błąd. Rozpada się, gdy kłamstwo, które je niosło, zmienia adres.
Głos Héloïse staje się cieńszy.
„Adrien?”
Wciąż nie chce na nią spojrzeć.