Bez błagania.
Bez próby rozgrzeszenia się z cierpienia.
Tylko naga prawda, wreszcie właściwie nazwana.
Czytasz list po raz drugi, a potem kładziesz go na kuchennym stole.
W tym momencie wbiega Lucie ze swoim królikiem, ubranym teraz w malutkie, lakierowane buciki w kolorze granatowym.
„Mamo! Patrz! Królik chodzi jak dama!”
Wybuchasz śmiechem.
Tym razem prawdziwym śmiechem.
Alexander wchodzi za nią, zdejmuje płaszcz i patrzy na ciebie tym spokojnym spojrzeniem, które ma, gdy rozumie, że coś w tobie w końcu się uspokoiło.
Bierzesz Lucie w ramiona.
Pachnie proszkiem do prania, ciasteczkami i dzieciństwem.
Całujesz jej włosy pocałunkiem.
I po raz pierwszy od bardzo dawna przeszłość nie wydaje się już zamkniętym pokojem, do którego można wrócić.
Czujesz się jak w domu, w którym przetrwałeś.
Domu, w którym już nie mieszkasz.
KONIEC