Nie pytasz o wyniki. Nie musisz. Upokorzenie już swoje zrobiło. Ale Madeleine, która ma kuzynów wszędzie, wieści rozchodzą się szybko i ma głębokie moralne przekonanie o uśpionej mocy złych ludzi, przekazuje ci tę nowinę pewnego ranka przy śniadaniu, uroczyście smarując masłem kromkę tostu.
„To nie on” – mówi.
Patrzysz na nią.
Wzrusza ramionami.
„Najwyraźniej cuda wybierają lepsze od niego”.
To powinno dać ci poczucie triumfu.
Zamiast tego czujesz się zmęczony jedynie przez Heloizę, która uszyła swoją suknię zwycięstwa na scenie z przegniłych belek. Arogancja nie chroni żadnej kobiety od momentu, gdy odkryje, że mężczyzna, który ją publicznie oszukiwał, okłamywał ją również w tajemnicy. To tylko opóźnia nieuniknione.
Trzy miesiące później przychodzi kolejna koperta.
Kremowy papier. Złota obwódka. Ale tym razem inny charakter pisma. Héloïse.
Przez chwilę twoje ciało przypomina sobie przed umysłem, a ten dawny dreszcz powraca, przenikając cię. Wtedy ją otwierasz.
W środku jest tylko prosta kartka.
„Uwierzyłem w kłamstwo, które miało cię upokorzyć. Pomogłem je publicznie wnieść. Ta część jest moją odpowiedzialnością. Reszta była jego. Proszę o wybaczenie”.
Bez przeprosin.