Brooke patrzyła na niego, potem na mnie, z bladą twarzą.
„Dlaczego Sophia miałaby kupować dom na wakacje?” zapytała. „Ona nawet nie bierze urlopu”.
„Dla dywersyfikacji dochodów” odpowiedział James. „Posiada już cztery nieruchomości na wynajem oprócz swojego głównego domu. To byłaby jej szósta nieruchomość w sumie”.
Gdyby wcześniejsze liczby spadły na nią jak grom z jasnego nieba, ta uderzyłaby jak grom z jasnego nieba.
Moja matka lekko się zachwiała. Ojciec wyciągnął rękę, żeby ją podtrzymać. Brooke wyglądała, jakby ktoś wyrwał jej scenariusz z rąk i przepisał go na nowo w języku, którego nie potrafiła odczytać.
„Cztery nieruchomości na wynajem” wyszeptała matka. „Ty masz cztery?”
„Małe domy jednorodzinne w rozwijających się dzielnicach” powiedziałem. „Kupuję poniżej ceny rynkowej, remontuję i wynajmuję”.
Przekazuję je młodym profesjonalistom. Średni przepływ gotówki wynosi około tysiąca osiemdziesięciu tysięcy dolarów na jednostkę po odliczeniu kosztów.
Ojciec zmrużył oczy, gdy w myślach chłonął obliczenia.
„To siedemdziesiąt dwieście dolarów miesięcznie” – powiedział powoli. „Ponad osiemdziesiąt sześć tysięcy dolarów rocznie. Plus wzrost wartości”.
James skinął głową. „Wartość tych nieruchomości wzrosła średnio o czterdzieści dwa procent od czasu, gdy je kupiła. Jej kapitał własny w nieruchomościach wynosi około dwóch i pół miliona”.
Moi rodzice wpatrywali się w niego.
„Dwa miliony” – powiedział ojciec.
„To tylko nieruchomości” – poprawił James. „Całkowity majątek netto Sophii jest bliższy trzy i dwa miliona dolarów, jeśli uwzględni się emeryturę, inwestycje, opcje na akcje, aktywa płynne…”
„Trzy miliony?” Głos Brooke się załamał.