„Międzynarodowe sympozjum badań onkologicznych” – powiedziałam. „To jedna z najważniejszych konferencji w tej dziedzinie. W tym roku wygłaszam referat. To wielki zaszczyt”.
James lekko prychnął. „Ważny? Jest najmłodszą prelegentką w czterdziestoletniej historii sympozjum”.
Brooke patrzyła na mnie, jakbym stała się kimś obcym.
„Więc teraz jesteś sławna?” – zapytała. „Jakaś celebrytka ze świata nauki?”
„Nie jestem sławna” – odparłam. „Jestem szanowana w swojej dziedzinie. To różnica”.
„Opublikowała trzydzieści siedem recenzowanych artykułów” – dodała Elizabeth. „Jej badania były cytowane ponad cztery tysiące razy. Zmieniła system dostarczania leków onkologicznych. To prawdziwy dowód uznania”.
Moi rodzice wyglądali na oszołomionych. Brooke wyglądała, jakby miała zwymiotować.
„Muszę oddychać” – powiedziała nagle Brooke, opuszczając dłoń z pierścionkiem na bok i przeciskając się przez tłum w stronę balkonu. Michael zawahał się, po czym poszedł za nią.
Moja mama ruszyła, żeby za nią pójść, ale ojciec powstrzymał ją, kładąc dłoń na jej ramieniu.
„Puść ich, Patricio” – powiedział cicho. „Musimy porozmawiać z Sophią”.
Elizabeth wyczuła napięcie i odsunęła się, gdy powiedziałam jej, że spotkamy się w Genewie.
Kiedy odeszła, mama odwróciła się do mnie, z rozmazanym od łez tuszem do rzęs.
„Jak” – wyszeptała – „mogłaś to wszystko osiągnąć, a my o tym nie wiedzieliśmy?”
„Bo nigdy nie pytałeś” – powiedziałem po prostu.
Prawda wisiała między nami.
Moja matka się wzdrygnęła.
„Bo każda rozmowa o moim życiu stawała się rozmową o Brooke” – kontynuowałem. „Bo zakładałeś, że jeśli nie publikuję w internecie ani nie domagam się uwagi, to nie mam nic, czym warto się dzielić. Bo przez osiem lat traktowałeś moją pracę i moje życie jak szum w tle”.
James skinął głową. „Oglądałem to od lat. Każdy telefon. Każde spotkanie rodzinne. Zawsze Brooke Show. Praca Brooke. Chłopak Brooke. Zaręczyny Brooke. Sophia mogłaby wyleczyć raka, a ty pytałeś, czy Brooke chce deser”.
„To niesprawiedliwe” – warknął mój ojciec, a w jego oczach migotał gniew. „Kochamy was oboje”.
„A ty?” – zapytałem.