„Posiadam jedenaście patentów na systemy dostarczania leków onkologicznych” – powiedziałem. „Przynoszą około dziewięćdziesięciu pięciu tysięcy rocznie z opłat licencyjnych”.
Uniesiona ręka Brooke zaczęła drżeć. Nagle jej diament nie wydawał się już taki duży.
Obserwowałem twarze rodziców. Widzieli mnie, może po raz pierwszy, jako kogoś, kto nie pasuje do mglistego, rozczarowującego zarysu, który stworzyli lata temu i nigdy nie zadali sobie trudu, żeby go zaktualizować.
„Nie rozumiem” – powiedziała mama łamiącym się głosem. „Jesteś badaczką farmaceutyczną. Jak cię na to wszystko stać?”
„Jestem dyrektorem ds. badań onkologicznych w Helix Pharmaceuticals” – poprawiłam delikatnie. „Nadzoruję czterdziestu siedmiu badaczy. Obecnie jesteśmy w trzeciej fazie badań nad lekiem, który mógłby znacznie poprawić leczenie raka trzustki”.
„Dyrektorze” – powtórzył powoli mój ojciec.
James wyciągnął telefon i przewinął stronę. „Właściwie praca Sophii została zaprezentowana w Nature Medicine w zeszłym miesiącu. Artykuł nazwał jej badania przełomowymi i potencjalnie godnymi Nagrody Nobla. Przesłałem ci je, Patricio. Nie widziałaś tego?”
Mój ojciec cicho się zakrztusił.
„Nagroda Nobla?” – zapytał ochryple. „Mówią o Nagrodach Nobla?”
„Za wcześnie na to” – powiedziałam, czując się nieswojo. „Ale badania są obiecujące. Jeśli trzecia faza się powiedzie, może uratować tysiące istnień ludzkich każdego roku”.
Głos Brooke przeciął ciszę, ostry i kruchy.
„Dlaczego nam o tym nic nie powiedziałaś?” – zażądała. – Nigdy nam nie mówiłeś, że kupiłeś dom. Ani że zarobiłeś tyle pieniędzy. Ani nic z tych rzeczy.
Spojrzałam na nią.
– Mówiłam ci – powiedziałam cicho. – Niejednokrotnie.