Ojciec spojrzał na niego.
„Premia za podpisanie umowy?” – powtórzył słabo. „Jaka premia za podpisanie umowy?”
„Od w
„Kiedy zaczynałem w Helix” – powiedziałem. „Zaoferowali mi sto osiemdziesiąt tysięcy, żebym zrezygnował z postdoktoratu i dołączył jako starszy badacz. Przyjąłem i przeznaczyłem wszystko na spłatę kredytu hipotecznego”.
Uśmiech Brooke zdrętwiał, a jej kąciki zbladły.
„Dostałeś sto osiemdziesiąt tysięcy dolarów za sam podpis?” – zapytała cienkim głosem.
„To normalne na stanowiskach starszego specjalisty w badaniach farmaceutycznych” – wyjaśniłem. „Zwłaszcza w specjalistycznej onkologii. Moje obecne roczne wynagrodzenie wynosi około trzystu siedemdziesięciu pięciu tysięcy, wliczając premie i opcje na akcje”.
Gdzieś w pobliżu szklanka spadła i rozbiła się o marmurową podłogę. Kilku gości się odwróciło.
„Trzysta siedemdziesiąt pięć” – powtórzył mechanicznie mój ojciec. „Rok?”
„Podstawa to dwieście osiemdziesiąt” – wyjaśniłem. „Premie za wyniki wynoszą średnio około sześćdziesięciu, a moje opcje na akcje, które nabyłem w tym roku, to około trzydziestu pięciu”.
James uniósł lekko kieliszek w moją stronę. „Jest skromna. Ma też około czterystu dwudziestu tysięcy niewydanych akcji. A do tego dochodzą tantiemy patentowe”.
„Tantiemy patentowe?” wyszeptała mama, zaciskając palce na nóżce kieliszka.