Raghav zatrzymał się.
Przez jedną szaloną sekundę myślał, że las z niego kpi.
Niewidomy mężczyzna porzucony przez żonę, prowadzony przez wilka, teraz słyszący płacz tej samej żony z podziemia.
„Kavita?” krzyknął.
Płacz ucichł.
Potem rozległ się zdławiony dźwięk.
„Raghav?”
Jej głos załamał się na dźwięk jego imienia.
Ruszył do przodu zbyt szybko, a wilk warknął nisko, blokując mu nogi.
Raghav zamarł.
Zwierzę szturchnęło go kolanem w bok.
Dopiero wtedy jego kij uderzył w pustkę.
Dół.