Nie samotny.
Nie głodny.
Nie przestraszony.
Raghav uniósł twarz w kierunku dźwięku.
Kiedyś ciemność była
W miejscu, gdzie jego życie się kończyło.
Teraz po prostu zaczynały się tam inne zmysły.
Odwrócił się w stronę wioski, mocno trzymając kij w dłoni, a ścieżka pod jego stopami była czysta.
Za nim las oddychał.
Przed nim, w warsztacie, czekali ludzie.
Ludzie, którym powiedziano, że są bezużyteczni.
Ludzie, których zostawiono w tyle.
Ludzie, którzy uczyli się, tak jak on, że wartość nie znika tylko dlatego, że ktoś przestaje ją dostrzegać.
Raghav wracał do domu z uśmiechem.
Tym razem nikt go nie prowadził.
Znał drogę.