Kavita zaczęła błagać.
Nie o wybaczenie.
O ochronę przed konsekwencjami.
„Mam złamaną nogę. Wystarczająco dużo wycierpiałam. Raghav, powiedz im, żeby mnie nie zabierali. Powiedz im, że byłam zmęczona. Powiedz im, że mi wybaczasz”.
Przebacz.
Słowo to przyszło jak miska postawiona przed pustym człowiekiem.
Raghav pomyślał o nocach, kiedy się odwracała.
Woda na podłodze.
Słowa: jakiż to ma sens?
Kłoda.
Kroki oddalające się.
Potem poczuł ciepłe futro muskające jego nogę.
Wilk znów się do niego zbliżył.
Ludzie wstrzymali oddech.
Niektórzy się cofnęli.
Ale zwierzę siedziało tylko obok Raghava, spokojne jak wiejski pies.
Raghav położył mu dłoń na głowie.
Blizna przy uchu szorstka pod palcami.
„Nie będę prosił o jej karę” – powiedział w końcu. „To należy do prawa. Ale nie będę kłamał dla niej”. Kavita płakała coraz głośniej.
Nikt jej nie pocieszył.
Zanieśli ją z powrotem do wioski na łóżku polowym.
Raghav szedł za nią, prowadzony nie przez żonę, nie przez litość, lecz przez wilka, którego wszyscy się bali.
Przy wejściu do wioski dzieci krzyczały i biegły do domu.
Mężczyźni chwytali za kije.
Raghav uniósł rękę.
„Jeśli ktoś podnosi kij, podnosi go przeciwko mnie”.
Kije opadły.
Powoli.
Niespokojnie.
Wilk szedł za nim, aż dotarli do jego podwórza.
Wtedy się zatrzymał.
Raghav odwrócił się.
„Wychodzisz?”
Wilk cicho odrzekł.
Uklęknął, ignorując ból w nogach i dotknął jego pyska obiema rękami.
„Dwa razy mnie uratowałeś” – wyszeptał. „Raz przed śmiercią. Raz przed powrotem do ślepego kłamstwa”. Wilk polizał rozdartą dłoń.
Potem odpłynęła.