Głęboki.
Ukryty pod suchymi gałęziami i liśćmi.
Jeszcze jeden krok i też by wpadł.
Uklęknął i ostrożnie dotknął krawędzi. Luźna ziemia kruszyła się pod jego palcami.
„Kavita, gdzie jesteś?”
„Tutaj” szlochała. „Na dole. Upadłam. Moja noga… Raghav, moja noga jest złamana.” Wilczyca okrążyła dół, cicho skomląc.
Dłoń Raghava zadrżała, obejmując kij.
„Jak upadłaś?”
Cisza.
Odpowiedź kryła się między nimi.
Odchodziła od niego.
Może biegła.
Była z powrotem do wioski, zanim ktokolwiek zobaczył, że wraca sama.
Uciekała przed mężem, którego zostawiła w lesie.
„Raghav” – wyszeptała – „proszę, pomóż mi”.
Te słowa uderzyły go dziwnie.
Przez lata to on mówił „proszę”.
„Proszę, postaw kubek blisko mojej ręki”.
„Proszę, powiedz mi, czy piec jest rozpalony”.
„Proszę, idź wolniej”.
„Proszę, nie zostawiaj mnie samej”.
A teraz, z ciemnej ziemi, Kavita błagała go.
Wilk szturchnął go w ramię.
Nie delikatnie.
Jakby przypominając mu, że to nie czas na ból.
Raghav przełknął kamień w gardle.