W drzewa.
W opowieści wioski.
Ale nie na zawsze.
Trzy dni później przyjechała policja.
Kavita, leżąc z nogą w łusce, najpierw wszystkiemu zaprzeczyła. Potem Suresh zeznawał o jej kłamstwie. Strażnik leśny pokazał dół. Chłopiec z wioski powiedział, że widział ją samotnie wychodzącą z lasu przed zachodem słońca.
W końcu się przyznała.
Nie do końca.
Ludzie tacy jak Kavita nigdy nie przyznają się do winy.
Powiedziała, że jest zmęczona.
Powiedziała, że bieda zjadła jej serce.
Powiedziała, że ślepota zmieniła ją w służącą.
Powiedziała, że pragnęła tylko wolności.
Raghav słuchał z rogu posterunku policji.
Kiedy zapytali, czy chce ją przyjąć z powrotem po sprawie, powiedział tylko jedno słowo.
„Nie”.
Wieś spodziewała się dramatu.
Płaczący mężczyzna.
Żebraczka.
Przemówienie o małżeństwie.
Raghav nic im nie powiedział.
Tylko „nie”.
Po raz pierwszy odkąd stracił wzrok, to słowo wydało mu się lekkie.
Kavita poszła do domu brata po zwolnieniu za kaucją. Sprawa sądowa ciągnęła się, jak to zwykle bywa. Potem utykała i być może ludzie myśleli, że to sprawiedliwość.
Raghav nie.
Ból to nie sprawiedliwość.
Prawda jest bliżej.
Wieś wokół niego się zmieniła.
Na początku ludzie litowali się nad nim bardziej niż wcześniej. Przychodzili z ryżem, soczewicą, radami, współczuciem gęstym jak nieświeży jaggery.
Potem zaczęli coś dostrzegać.
Raghav nie siedział w progu czekając na śmierć.
Poprosił Suresha, żeby przyniósł jego starą siekierę.
Pierwszego dnia wszyscy nerwowo się śmiali.
„Ślepy z siekierą? Chcesz stracić stopę?”
Raghav się uśmiechnął.