Tej nocy, kiedy wilk przyszedł, Raghav długo milczał.
Potem powiedział: „Straciłeś tam swoją rodzinę”.
Zwierzę położyło się u jego stóp.
„Ja też”.
Siedzieli pod tym samym księżycem, którego żaden z nich nie mógł utrzymać.
Minęły lata.
Włosy Raghava posiwiały na skroniach.
Jego dłonie znów stały się twardsze.
Nie z dawną siłą, która rozłupywała kłody, ale z nową siłą, która kształtowała to, co pozostało.
Ludzie z pobliskich wiosek zaczęli przychodzić, żeby kupić jego laski. Ktoś sfilmował go, jak rzeźbi dotykiem. Nagranie dotarło do Nagpuru. Potem do Mumbaju. Przyjechała miejska organizacja pozarządowa i zaproponowała mu pomoc w szkoleniu innych niewidomych w rzemiośle drzewnym.
Raghav początkowo odmówił.
„Nie jestem nauczycielem”.
Kobieta z organizacji pozarządowej uśmiechnęła się.
„Las też nie. Mimo to cię nauczył”.
Więc się zgodził.
Pierwszym uczniem był rolnik, który stracił wzrok w wypadku.
Siedział z gniewem zaciśniętymi pięściami i powiedział: „Do czego teraz jestem potrzebny?”.
Raghav włożył mu do ręki kawałek drewna.
„Zapytaj drewno” – powiedział. Mężczyzna go przeklął.
Potem się dowiedział.
Mała szopa obok domu Raghava stała się warsztatem.
Ślepcy.
Stare wdowy.
Chłopiec z jedną ręką.
Dziewczyna, o której wszyscy mówili, że jest zbyt słaba na narzędzia.
Razem robili stołki, zabawki, kije, rzeźbione lampy, małe wilki.
Raghav nazwał warsztat Laandga.
Wilk.