Ponieważ wszyscy patrzyli na Raghava.
Nawet ślepy czuł ich wzrok.
Kavita wyszeptała: „Raghav…”
Nie poruszył się.
Sołtys wioski, stary Patankar, mówił ciężko.
„Kavita, co się stało?”
Znów zaczęła płakać.
„Poślizgnęłam się”.
„Nie” – powiedział Raghav.
Las ucichł.
Wstał powoli, opierając się na lasce.
„Nie poślizgnęła się, idąc z
ze mną. Zostawiła mnie na pniu drzewa, powiedziała, że idzie po wodę i odeszła. Kiedy zawołałem, nie odpowiedziała. Wróciła do wioski i skłamała. Powiedziała, że poszedłem gdzie indziej.
Kavita wydała z siebie cichy dźwięk.
„Raghav, bałem się”.
„Ja też”.
Jego głos nie podniósł się.
To pogorszyło sprawę.
„Byłem ślepy w lesie. Wołałem twoje imię, aż paliło mnie w gardle. Wiedziałeś, że nie znajdę ścieżki. Wiedziałeś, że nadejdzie noc”.
Wioska szemrała.
Kavita krzyknęła: „Straciłem rozum. Nie wiedziałem, co robię”.
Raghav odwrócił twarz w jej stronę.
„Wiedziałaś, że wystarczy kłamać”.
To zdanie coś kończyło.
Nie ich małżeństwo na papierze.
Coś starszego.
Ostatni cień zaufania.
Patankar powiedział cicho: „To musi iść na policję”.