Nie wszystko, czego się boimy, jest okrutne.
Nie wszystko, co znane, jest bezpieczne.
Lata później, gdy dzieci pytały Raghava, czy nienawidzi lasu, uśmiechał się.
„Nie” – odpowiadał. „Las mnie nie opuścił”.
„Czy nienawidzisz Kavity?”
Przesuwał palcami po rzeźbie wilka.
„Nie”.
„Więc jej wybaczyłeś?”
Zatrzymywał się.
„Przebaczenie to nie to samo, co ponowne otwarcie drzwi”.
Dzieci nigdy do końca tego nie rozumiały.
Ale kobiety podsłuchujące w drzwiach często rozumiały.
W rocznicę nocy, której został porzucony, Raghav poszedł na skraj lasu z jednym ze swoich rzeźbionych kijów.
Znał teraz drogę.
Nie z widzenia.
Z nachylenia.
Z węchu.
Z wiatru.
Wspomnienie, które go już nie przerażało.
Zatrzymał się w pobliżu miejsca, gdzie leżał pień.
Dół został zasypany lata temu. Porosła go trawa. Las pochłonął bliznę, ale Raghav pamiętał.
Położył na ziemi drewnianego wilka.
„Dla ciebie” – wyszeptał.
Powiew zaszeleścił wśród drzew.
Suche liście poruszyły się.