Odrzucona w wywiadzie z powodu starych i zniszczonych ubrań, biedna młoda kobieta nie przypuszczała, że wszystko, co przeżyła, stało się przedmiotem troski potężnej dziedziczki.
Deszcz bezlitośnie walił w szyby imponującego budynku korporacyjnego Grupy Tabáres, jakby samo niebo płakało za niesprawiedliwością, która właśnie wydarzyła się na parterze. Marisol de Campos, z szorstkimi od pracy dłońmi i sercem ciężkim od rozczarowania, podniosła CV z mahoniowego stołu. Kobieta siedząca naprzeciwko niej, nienagannie ubrana w perłowoszary, szyty na miarę garnitur, nie miała nawet na tyle przyzwoitości, by spojrzeć jej w oczy, gdy ogłaszała werdykt.
—Przykro nam, panno de Campos. Pani profil nie pasuje do wizerunku, jaki staramy się kreować w tej firmie.