„Musisz ze mną pójść” – powiedział Antonio pewnego wtorkowego popołudnia, nie odrywając wzroku od papierów. „Oczywiście, proszę pana. Przygotuję raporty i harmonogram dla…” „Nie” – przerwał, patrząc na nią. „Nie jako twoja sekretarka. Jako moja partnerka”.
W biurze panowała absolutna cisza. „Panie Tabáres, to nie byłoby stosowne. Jestem pańskim pracownikiem. Ludzie…” „Ludzie i tak będą gadać. Potrzebuję kogoś godnego zaufania u boku. Jest inwestor, pan Mendoza, który jest ze starej szkoły. Ceni rodzinę, wartości. Jeśli pójdę z wynajętą modelką albo sama, będzie podejrzliwy. Z panem… z panem jest inaczej. Pan jest prawdziwy”.
Marisol niechętnie się zgodziła, powodowana poczuciem obowiązku, a głęboko w sercu, także skrywanym pragnieniem, którego nie śmiała nazwać.