„Zadzwoń do niej” – powiedział Antonio, oddając teczkę. „Powiedz jej, żeby przyszła jutro”. „Ale proszę pana, już panu powiedzieliśmy, żeby pan nie. Poza tym stanowisko analityka jest już obsadzone…” „Nie chcę jej jako analityka” – przerwał mu Antonio, odwracając się, by spojrzeć przez okno na ulicę, gdzie drobna postać ze złamanym parasolem odchodziła w deszczu. „Chcę ją do mojego osobistego biura. Jako asystentkę kierowniczą”.
Ramón zbladł. „Panie Tabáres, to stanowisko wymaga… taktu, wizerunku, kontaktów towarzyskich…” „To stanowisko wymaga kogoś, komu mogę zaufać, Ramón. Kogoś, kto nie cofnie się przy pierwszym sygnale kłopotów. Kogoś prawdziwego. Zadzwoń do niej natychmiast”.
Marisol była już w autobusie, z czołem przyciśniętym do zimnej szyby, obserwując miasto rozmywające się w ulewie. Pomyślała o swojej matce, Elenie, czekającej w domu, z nadzieją w oczach. Jak mogła jej powiedzieć, że znów zawiodła? Jak wytłumaczyć, że świat nie ceni wysiłku, a pozory? Telefon wibrował jej w kieszeni. Nieznany numer.