W noc gali Marisol była przerażona. Wydała część oszczędności na nową sukienkę, prostą, elegancką i stonowaną w kolorze bordowym. Kiedy Antonio podjechał po nią swoim sportowym samochodem, na chwilę oniemiał. Nie chodziło o ubrania. Chodziło o nią. Marisol promieniowała własnym blaskiem.
„Wyglądasz… olśniewająco” – mruknął Antonio, otwierając jej drzwi. „Ty też nie wyglądasz źle, szefie” – odpowiedziała, próbując rozładować narastające między nimi napięcie.
Gala była istnym wirowaniem świateł, muzyki i ciekawskich spojrzeń. Wszyscy chcieli wiedzieć, kim jest tajemnicza kobieta u boku Antonia Tabáresa. Marisol, daleka od onieśmielenia, pokazała swoją siłę charakteru. Rozmawiała płynnie, demonstrując kulturę i inteligencję. Pan Mendoza był nią oczarowany, a umowa została przypieczętowana przed deserem.
Ale kulminacyjny moment nadszedł, gdy orkiestra zaczęła grać cichego walca. „Czy pozwoli mi pani zatańczyć, panno de Campos?” – zapytał Antonio, wyciągając rękę.