Nie wybaczyłam mu od razu. Jedna wyprawa na zakupy nie mogła wymazać tego, co powiedział.
„Wrócę do pracy, kiedy będę gotowy”.
Ale tego wieczoru Carl wziął na siebie karmienie o 2 w nocy. Obie dziewczynki i tak płakały, bo dzieci nie przejmują się przeprosinami.
Kiedy mijałam pokój dziecięcy, trzymał na rękach po jednej córeczce.
„Tata cię trzyma” – wyszeptał. „Obie”.
Stałam przy framudze drzwi.
Carl myślał, że pieluchy to wydatek, który nas zrujnował.
Mylił się.
To był moment, w którym zapomniał, że obie dziewczynki są jego.
A jeśli nasze małżeństwo miałoby jakiekolwiek szanse na przetrwanie, musiałby każdego dnia udowadniać, że pamięta.