Carl w końcu podniósł wzrok, gdy pojawiła się kwota do zapłaty.
„To będzie 121,77 dolara” – powiedziała Tasha.
Twarz Carla stwardniała. „Co? Czemu to takie drogie?”
„Proszę, powiedz mi, że będzie łatwiej”.
Przesunęłam nogą nosidełko Talii. „Bo kupiliśmy jedzenie, chusteczki, mleko modyfikowane i pieluchy”.
Przeszukał torby.
„Zdejmij to” – powiedział, podnosząc paczkę pieluch.
Tasha zamilkła. „Pieluchy? Jesteś pewna?”
„Tak. Pieluchy. Zrób to”.
Poczerwieniałam. „Carl, one ich potrzebują”.
Nawet na mnie nie spojrzał. „Więc wracaj do pracy i sama kup, co chcesz”.
Przy kasie zapadła cisza.
Przeszukał torby.
Wzrok Tashy powędrował w moją stronę. „Proszę pani, jest pani pewna?”
Nie. Nie byłam pewna. Oczywiście, że nie.
Stałam tam z dwójką noworodków, z śliną na rękawie i mężem, który właśnie sprawił, że pieluchy wydały mi się luksusem, a nie koniecznością.
„Odlicz je od sumy” – warknął Carl, zakładając ręce na piersi i nie mając zamiaru wyjmować portfela.
Więc Tasha je wyjęła.
Zapłaciłam za resztę drżącymi rękami.
Stałam tam z dwójką noworodków.
***
W samochodzie obie dziewczynki płakały. Carl prowadził, jakby nic się nie stało.
„Nie zaczynaj ze mną, Carino” – powiedział.
Wyjrzałam przez okno. „Kazałaś mi zostawić pieluchy dla twoich córek przy kasie. Co z ciebie za człowiek?”
„Próbuję cię nauczyć odpowiedzialności”.