„Zawsze żartujesz, kiedy mówię o pieniądzach, Carino”.
„Co?”
„Dokończ to zdanie w myślach, zanim powiesz je na głos. Mówię serio”.
Przewrócił oczami i chwycił kluczyki.
***
Kiedy Carl i ja planowaliśmy dziecko, zgodziliśmy się, że na jakiś czas rzucę pracę. Uwielbiałam swoją pracę w gabinecie stomatologicznym, ale opieka nad jednym dzieckiem pochłonęłaby połowę mojej wypłaty.
Potem technik ultrasonografii uśmiechnął się i powiedział: „No cóż, są dwa bicia serca. Niedługo zostaniecie rodzicami bliźniąt”.
Płakałam na stole pokrytym papierem.
Przewrócił oczami i chwycił kluczyki.
Carl też się uśmiechnął, ale jego uśmiech pojawił się późno i zniknął wcześnie.
Po narodzinach Abby i Talii Carl zmieniał się powoli i gwałtownie.
„Jeszcze jedną butelkę?”
„Więcej chusteczek?”
„Ile pieluszek zużyje dwoje dzieci?”
Odpowiedź zawsze brzmiała: więcej, niż chciał.
Carl zmieniał się powoli i gwałtownie.
***
W tę sobotę poszliśmy razem na zakupy spożywcze. Pchałam wózek z obydwoma fotelikami samochodowymi w środku, a Carl szedł obok mnie, wpatrując się w telefon.
„Możesz przynieść mleko modyfikowane?” zapytałam.
Uniósł wzrok. „Które?”
„Ten, którego używają od urodzenia”.
Wpatrywał się w półkę, jakby puszki były zaszyfrowane.
Wyciągnęłam rękę i wzięłam dwie.
„Naprawdę, Carl”.
„Możesz podać mleko modyfikowane?”
***
Przy kasie Talia zaczęła się wiercić. Abby upuściła smoczek. Schyliłam się, żeby go podnieść, a mój dolny odcinek pleców trzasnął jak pałeczka świetlna.
Kasjerka, młoda kobieta o imieniu Tasha, uśmiechnęła się życzliwie. „Bliźniaki? Moja siostra ma bliźniaki”.
„Proszę, powiedz mi, że będzie łatwiej” – powiedziałam.
Przejrzała pieluchy. „Zrobi się inaczej, to pewne”.