Odwróciłam się do niego. „Odpowiedzialności? Przecież nie utrzymuję bliźniaków przy życiu”.
„Planowaliśmy jedno dziecko, Carino. Jedno. Skończyło się na dwójce. Więc tak, myślę, że sprawiedliwie będzie podzielić wydatki po połowie”.
„Nie zaczynaj ze mną, Carino”.
Za nim były dwa foteliki samochodowe, dwa różowe kocyki, dwie malutkie buzie i dwie córeczki, które trzymał w szpitalu.
„Dla której z nich powinienem przestać kupować pieluchy?” zapytałam bardzo cicho.
Carl mocniej ścisnął kierownicę. „Nie przekręcaj moich słów!”
„Nie przekręcałem. Powtarzałem je”.
***
W domu najpierw nakarmiłam Abby, bo wydawała ten czkawkowy płacz, który sprawiał, że bolała mnie klatka piersiowa. Talia czekała w swojej huśtawce, czerwona na twarzy i wściekła.
„Nie przekręcaj moich słów!”
Carl rzucił torby z zakupami na ladę. „I co? Będziesz szukać pracy, czy nie?”
Odbiłam Abby.
„Tak”.
Mrugnął. „Dobrze. Bardzo dobrze”.
„Ale mam pewien warunek, Carl”.
Westchnął. „No to zaczynamy”.
Podniosłem Talię. „Zanim wrócę do pracy, zajmiesz się obiema dziewczynkami sama przez jeden cały weekend”.
„Ale mam pewien warunek, Carl”.
„To wszystko?” zaśmiał się. „Wyzwanie przyjęte”.