Nie arogancja.
Strach.
Prawdziwy, niesfiltrowany strach.
„Margaret…” powiedział ciszej, podchodząc do mnie, jakby wciąż mógł to wszystko ułożyć w coś, co da się ogarnąć. „Emma by tego nie chciała”.
Podszedłem bliżej.
Na tyle blisko, że tylko on mógł mnie usłyszeć.
„Emma chciała spokoju” – powiedziałem.
Pauza.
„Chcę sprawiedliwości”.
Kajdanki klikały na jego nadgarstkach pod witrażami, które były świadkami ślubów, modlitw… a teraz prawdy.
Przed swoją tablicą.
Jego kochanka.
Jego starannie budowany wizerunek.
A jego zdaniem córka była zbyt milcząca, by móc mówić.
Trzy miesiące później
Sprawa nie zniknęła w papierach.
Urosło.
Warstwa po warstwie.
Opłaty nakładano z taką samą precyzją, z jaką Emma dokumentowała wszystko.
Zabójstwo.