Moja ciężarna córka leżała w TRUMNIE – a jej mąż przybył, jakby to była IMPREZA. Wszedł śmiejąc się, z kochanką u boku, a jej obcasy rozbrzmiewały echem po kościele niczym oklaski. Pochyliła się i wyszeptała: „Wygląda na to, że wygrałam”. Stłumiłam krzyk i wpatrywałam się w nieruchome, blade dłonie córki… aż prawnik wystąpił z zaklejoną kopertą. „Przed pogrzebem” – powiedział – „musi zostać odczytany testament”. Mój zięć uśmiechnął się złośliwie – aż padło imię… i jego uśmiech zniknął…