Chciałem zerwać jej welon z głowy. Ciągnąć Ethana po podłodze za ten nieskazitelny kołnierzyk. Krzyczeć, aż witraż roztrzaska się nad nami.
Ale za to-
Spojrzałem w dół.
Z rąk Emmy.
Nadal.
Nieruchomy.
Na zawsze.
I połknąłem wszystko.
Ethan spodziewał się łez.
Awaria.
Spektakl.
Chciał, aby zdruzgotana kobieta załamała się przed kamerami, a on zagrał zrozpaczonego wdowca.
Zawsze mylił ciszę ze słabością.
Uważał, że mój wiek czyni mnie kruchą.
Uważał, że smutek uczynił mnie głupią.
Mylił się pod każdym względem.
Przed kościołem pojawiła się postać.
Pan Halden.
Adwokat Emmy.
Chudy. Srebrnowłosy. Precyzyjny.
W jego rękach znajdowała się zapieczętowana koperta, na której wyraźnie widniało imię Emmy wypisane atramentem.
Uśmiech Ethana lekko się wyostrzył.