Ci sami ludzie, którzy wcześniej ich ignorowali.
Reporterzy czekali przed budynkiem sądu.
Przed szkołą Ethana.
Na zewnątrz naszego budynku.
Gdy robiłem zakupy spożywcze, jakaś kobieta podsunęła mi mikrofon.
„Jak się czujesz wiedząc, że twój wujek manipulował całą twoją rodziną?”
Szedłem dalej.
Ponieważ nie było odpowiedzi, która nie zniszczyłaby mnie publicznie.
W nocy Ethana znów zaczęły dręczyć koszmary.
Nie krzyczących.
Te byłyby chyba nawet lepsze.
Po prostu stał na korytarzu i się trząsł.
Oczy szeroko otwarte.
Jakby wciąż widział krew na kafelkach w kuchni.
Mama ostrożnie klękała obok niego.
Nigdy się nie spieszę.
Nigdy go nie dotykając jako pierwszej.
„Jesteś tutaj” – szeptała.
„Jesteś już bezpieczny.”