Nazywam się Camille Delorme.
Moja siostra bliźniaczka ma na imię Claire.
Urodziłyśmy się z tą samą twarzą, tymi samymi szarymi oczami, tym samym znamieniem w pobliżu prawego ramienia. Ale życie traktowało nas tak, jakbyśmy należały do dwóch światów, które nigdy nie powinny się skrzyżować.
Przez dziesięć lat żyłam zamknięta w klinice psychiatrycznej Sainte-Claire w Villejuif, na południe od Paryża.
Claire spędziła te same dziesięć lat, próbując utrzymać się na powierzchni w życiu, które wymykało się jej kawałek po kawałku.
Lekarze stwierdzili, że cierpię na poważne zaburzenie kontroli impulsów. Używali czystych, zimnych słów, starannie zapisanych w kartach: niestabilność emocjonalna, potencjalne niebezpieczeństwo, nieproporcjonalne reakcje.
Miałam prostsze wytłumaczenie.
Czułam wszystko zbyt intensywnie.
Radość paliła mnie w piersi.
Strach sprawiał, że drżałam, jakby ktoś inny żył pod moją skórą.
A gniew… gniew zniszczył świat wokół mnie, pozostawiając tylko jedno widoczne: niesprawiedliwość.
To właśnie ten gniew mnie tu doprowadził.
Miałam szesnaście lat, kiedy zobaczyłam chłopaka ciągnącego Claire za włosy za salą gimnastyczną naszego liceum w Aubervilliers w prowincji Seine-Saint-Denis. Przycisnął ją do ściany, zakrywając jej usta dłonią, podczas gdy ona próbowała się bronić.
Następną rzeczą, jaką pamiętam, jest ostry dźwięk drewnianej ławki łamiącej się pod jej ramieniem.
Potem jej krzyki.
Potem przerażone twarze wokół mnie.
Nikt nie widział, co robił mojej siostrze.