„Twoja szalona siostra? Teraz będziesz słuchać rad wariatki?”
Monique westchnęła:
„Zawsze tak mówiłam. Ta rodzina to wariaci”.
Sandrine nawet nie podniosła wzroku znad telefonu.
„A do tego wraca późno do domu. Kolacja nawet nie jest gotowa”.
Zamilkłam.
Claire znosiła to latami.
Lata łykania obelg jak gorzkiego lekarstwa.
Poszłam do kuchni.
Położyłam torbę na blacie.
Potem wsunęłam telefon za cukierniczkę, włączyłam kamerę i zaczęłam nagrywać.
Chciałam, żeby porozmawiali.
Okrutni ludzie zawsze za dużo gadają, kiedy myślą, że nikt ich nie powstrzyma.
Wyjęłam tępy nóż z szuflady i zaczęłam kroić marchewkę.
Nie po to, żeby im gotować.
Żeby dać im czas, żeby się zdradzili.
Damien wszedł do kuchni, lekko się zataczając.
„Jesteś dziś dość cichy”.
„Jestem zmęczony”.
Podszedł bliżej.
Czułam zapach jego oddechu, mieszankę piwa i stęchłego tytoniu.
„Zmęczony czym? Byciem bitym?”
Zaśmiał się.
Cichym śmiechem.
Nieczytelnym.
„Kobieta się uczy. Jeśli nie rozumie słowami, rozumie w inny sposób”.
Oparłam nóż o deskę.
Nie o niego.