Jej palce były spuchnięte.
Na nadgarstkach miała czerwone ślady.
Paznokcie miała połamane.
To nie były dłonie kobiety, która spadła ze schodów.
To były dłonie kobiety, która próbowała się bronić.
„Claire, powiedz mi prawdę”.
„Nic mi nie jest”.
Jej głos był tak słaby, że brzmiał, jakby prosiła o wybaczenie za istnienie.
Podwinąłem jej rękaw, zanim zdążyła mnie powstrzymać.
A potem coś starego we mnie drgnęło.
Jej ramiona były pokryte siniakami.
Niektóre żółte, stare.
Inne świeże, głębokie, fioletowe.
Odciski palców.
Ślady po pasach.