„Był pijany. Przegrał pieniądze w punkcie bukmacherskim. Rozlała drinka na stole. Uderzył ją”. Próbowałam interweniować, więc zamknął mnie w łazience. Myślałam, że nas oboje zabije.
Szum jarzeniówek ucichł.
Cała klinika zdawała się otaczać mnie zewsząd.
Widziałam tylko moją złamaną siostrę przede mną.
I trzyletnie dziecko, które uczy się, że dom może stać się więzieniem.
Powoli wstałam.
„Nie przyszłaś mnie odwiedzić”.
Claire spojrzała w górę, zdezorientowana.
„Co?”
„Przyszłaś prosić o pomoc”.
„Camille…”
„I ją dostaniesz”.
Zbladła.
„Nie. Nie, nie możesz. Nie wiesz, jaki on jest. Nie wiesz, do czego jest zdolny. I… nie jesteś gotowa na świat zewnętrzny”.
Podeszłam do niej bliżej.
„Masz rację”.
Przestała oddychać.
„Nie jestem już taka sama jak kiedyś”.
Złapałam ją za ramiona.
Zmusiłam ją, żeby na mnie spojrzała.
„Jestem gorsza. Dla takich mężczyzn jak on”.
„Camille, proszę…”
„Wciąż czekasz, aż się zmienią. Wiem, że się nie zmienią. Jesteś dobra, Claire. Próbowałaś przetrwać. Umiem rozpoznawać potwory. Zawsze umiałam”.
W korytarzu rozległ się alarm oznajmiający koniec godzin odwiedzin.
Stałyśmy naprzeciwko siebie.
Bliźniaczki.
Dwie połówki tej samej twarzy.
Ale tylko jedna z nas mogła wejść do domu pełnego przemocy, nie odwracając wzroku.
Przebierałyśmy się w milczeniu w łazience w pokoju odwiedzin.
Włożyła moją szarą bluzę z kliniki.
Założyłem jej dżinsy, golf, płaszcz – za cienki na deszcz w Île-de-France.
Dała mi swoją kartę ubezpieczenia zdrowotnego, dowód osobisty i stary telefon z pękniętym ekranem.
Ręce trzęsły jej się tak bardzo, że o mało nie upuściła torby.
„A co, jeśli cię rozpoznają?” wyszeptała.