Ostrożnie wzięłam kartkę.
Jej pismo było krzywe, dziecinne, piękne.
„Moja mama jest moją bohaterką, bo się bała, ale odeszła, żeby mnie uratować. Moja ciocia Camille jest moją bohaterką, bo wszyscy uważali ją za niebezpieczną, ale tak naprawdę była silna. Nauczyli mnie, że dom to nie miejsce, w którym się cierpi. Dom to miejsce, w którym się oddycha”.
Doczytałam do końca, niezdolna do mówienia.
Claire oparła głowę na moim ramieniu.
„Płaczesz?”
„Nie”.
— Tak.
— To alergia.
Emma wybuchnęła śmiechem.
Więc mocno ich oboje przytuliłam.
W tym momencie zrozumiałam, że szczęśliwe zakończenie nie zawsze jest takie jak w filmach.
Nie przychodzi z głośną muzyką, idealną sprawiedliwością i łzami w deszczu.
Nadchodzi powoli.
W postaci nowego klucza.
Świadectwa szkolnego.
Garnek na kuchence.
Terapia we wtorek rano.
Noc bez krzyku.
Drzwi zamknięte dla bezpieczeństwa, a nie po to, by kogoś zamknąć.
Wciąż miałam trudne dni.
Claire też.