Nie mój Ryan stojący przy ołtarzu. Młodszy Ryan, ale ta sama twarz, ten sam głos, ten sam uśmiech.
Claire stała przed nim, gdy wkładał jej pierścionek na palec. Potem ją pocałował.
Z gardła wyrwał mi się urwany dźwięk.
Zanim zdążyłam się otrząsnąć, włączył się kolejny klip. Ryan siedzi w barze w restauracji, pochylony zbyt blisko innej kobiety. Potem kolejny klip. Kolejna kobieta. Kolejna.
Nagrywanie Claire było niepewne, pospieszne, pełne furii.
Megan zakryła usta. „O mój Boże”.
Przez kilka sekund mogłam tylko wpatrywać się w ekran, podczas gdy w mojej głowie rozbrzmiewało ostatnie ostrzeżenie Claire. Potem chwyciłam telefon, złożyłam karteczkę i wyszłam, zanim kompletnie się załamałam przed Megan.
Płakałam całą drogę do domu i musiałam się raz zatrzymać, bo przez łzy nie widziałam drogi.
Tego wieczoru Ryan wszedł przez drzwi wejściowe, niosąc żółte róże i pudełko babeczek z mojej ulubionej cukierni.
„Hej” – powiedział cicho. „Pomyślałem, że może moglibyśmy…”
Potem się zatrzymał.
Nasze rodziny siedziały w salonie. Moi rodzice siedzieli sztywni i bladzi na kanapie. Jego mama stała przy kominku. A ja stałam przy stoliku kawowym, trzymając w dłoni telefon Claire.
„Usiądź” – powiedziałam.
Wzrok Ryana utkwił w telefonie, gdy wcisnęłam „play”.
W pokoju panowała cisza, z wyjątkiem drżących filmów Claire i jego własnego głosu dochodzącego z małego głośnika. Zanim pierwszy klip się skończył, jego twarz poszarzała. Przy drugim klipie jego matka usiadła, nawet nie szukając krzesła.
Kiedy trzeci klip się skończył, mój ojciec wyszeptał: „Boże drogi”.
W końcu Ryan się odezwał. „Mogę wyjaśnić”.
„Proszę, zrób to”.