Claire wstała i wyszła, a drzwi jej sypialni zatrzasnęły się na korytarzu. Nikt za nią nie poszedł. Siedziałam tam, podczas gdy moi rodzice zamieniali jej ostrzeżenie w gorycz, zazdrość i Claire po prostu taką, jaka była.
Następnego wieczoru był mój wieczór panieński. Balony. Musujące koktajle. Zdecydowanie za dużo różu. Próbowałam skupić się na własnym szczęściu, gdy Claire spóźniła się, wciąż z deszczem we włosach, ubrana w roboczy strój.
Znalazła mnie przy barze. „Alice” – powiedziała, wyglądając, jakby zabrakło jej czasu – „odwołaj ślub”.
Wpatrywałam się w nią. „Co ty właśnie powiedziałaś?”