Co chwila zerkałem w stronę wejścia, ale Claire się nie pojawiła. Dzwoniłem do niej kilka razy, ale za każdym razem włączała się poczta głosowa.
Ojciec upierał się, że jest zdenerwowana i w końcu się uspokoi. Mama kazała mi nie pozwolić, żeby mi zepsuła dzień. Uśmiechałem się więc do kuzynów, dziękowałem za prezenty i udawałem, że żołądek mi się nie kurczy.
Minęła godzina. Potem zadzwonił telefon mamy.
Słuchała przez kilka sekund, zanim zbladła i zakryła usta dłonią. „Był wypadek” – wyszeptała.
Przez sekundę nikt nie wydawał się być w stanie się ruszyć. Potem krzesła zaskrzypiały, pojawiły się kluczyki do samochodu i nagle wszyscy wybiegliśmy, zanim jeszcze rozmowa dobiegła końca.
Podczas jazdy zaczął padać deszcz. Ulewny deszcz siekł bokiem po drodze, zamieniając reflektory w rozmazane smugi.
Ekipy ratunkowe wciąż szukały, kiedy dotarliśmy na miejsce. Latarki przemykały po brzegu rzeki. Błoto przesiąkało przez rąbek mojej sukni ślubnej.