Podniosłam telefon. Kciuk tak mi się trząsł, że za pierwszym razem nie trafiłam w ekran. Potem otworzyłam galerię i nacisnęłam „Odtwórz”.
Na ekranie pojawił się Ryan.
Nie mój Ryan stojący przy ołtarzu. Młodszy Ryan, ale ta sama twarz, ten sam głos, ten sam uśmiech.
Claire stała przed nim, gdy wkładał jej pierścionek na palec. Potem ją pocałował.
Z gardła wyrwał mi się urwany dźwięk.
Zanim zdążyłam się otrząsnąć, włączył się kolejny klip. Ryan siedzi w barze w restauracji, pochylony zbyt blisko innej kobiety. Potem kolejny klip. Kolejna kobieta. Kolejna.
Nagrywanie Claire było niepewne, pospieszne, pełne furii.
Megan zakryła usta. „O mój Boże”.
Przez kilka sekund mogłam tylko wpatrywać się w ekran, podczas gdy w mojej głowie rozbrzmiewało ostatnie ostrzeżenie Claire. Potem chwyciłam telefon, złożyłam karteczkę i wyszłam, zanim kompletnie się załamałam przed Megan.
Płakałam całą drogę do domu i musiałam się raz zatrzymać, bo przez łzy nie widziałam drogi.
Tego wieczoru Ryan wszedł przez drzwi wejściowe, niosąc żółte róże i pudełko babeczek z mojej ulubionej cukierni.
„Hej” – powiedział cicho. „Pomyślałem, że może moglibyśmy…”