Następne kilka tygodni minęło szybko.
Lena i ja utrzymywałyśmy kontakt codziennie. Porównywałyśmy wszystko, co wiedziałyśmy o Marku.
Miejsca, do których kiedyś chodził.
Wspominał o przyjaciołach.
Pracę, którą wykonywał.
Drobne szczegóły, które wcześniej nie wydawały się istotne, teraz miały znaczenie.
Michael zajął się stroną prawną, prowadząc nas przez każdy etap, nie przytłaczając nas.
I powoli wszystko zaczęło się układać.
Ale co ważniejsze, zaczęło się budować coś jeszcze.
Porównałyśmy wszystko, co wiedziałyśmy o Marku.
Lena zawsze była dla mnie wsparciem.
Czasami przy kawie albo po prostu po to, żeby posiedzieć i porozmawiać, gdy dzieci spały.
Noah i jej córka, Maya, zaczęli spędzać czas w tym samym pokoju, w swoich łóżeczkach.
Dwa życia połączone w sposób, którego żadne z nas nie wybrało.
I jakoś… to wszystko uprościło.
Nie tkwiliśmy już w tym, co się stało; budowaliśmy coś nowego.
Lena zawsze się do mnie zgłaszała.