***
Pewnego popołudnia, po kilku rozprawach sądowych, zadzwonił Michael.
Siedziałam na łóżku, trzymając Noaha, kiedy zadzwonił telefon.
„Hej, Lena jest tutaj” – powiedziałam.
„Skończyło się” – odpowiedział.
Wyprostowałam się.
„Co masz na myśli?”
„Znaleźliśmy go” – powiedział prawnik. „I proces posuwa się naprzód. Oboje otrzymacie wsparcie”.
Zamknęłam na sekundę oczy.
Nie była to ulga, ale blisko.
„Dziękuję”.
„Co masz na myśli?”
Kiedy połączenie się skończyło, podniosłam wzrok.
Lena siedziała naprzeciwko mnie, trzymając Mayę.
Musiała się domyślić.
„Skończone?” zapytała.
„Tak”.
Wypuściła oddech, a potem się uśmiechnęła.
„Naprawdę to zrobiłyśmy!”
Odwzajemniłam uśmiech.
„Tak. Zrobiłyśmy”.