„Masz trzy dni.”
Oczy mojej matki rozszerzyły się.
„Co ty właśnie powiedziałeś?”
„Trzy dni, żeby opuścić ten dom.”
„Édouard! To krewni!”
Spojrzałem jej prosto w oczy.
„Nie.”
Zrobiłem krok w jej stronę.
„A jeśli za trzy dni nadal tu będziesz… to oni każą ci odejść”.
Nikt nie odpowiedział.
Nikt nie odważył się sprzeciwić.
Tej nocy dom spowijała dziwna cisza.
Camille podeszła do mnie powoli, jakby bała się, że to wszystko tylko sen.
„Oni… oni naprawdę odejdą?”
„Tak”.
Zaczęła cicho płakać.
Wziąłem ją w ramiona.
I po raz pierwszy od mojego powrotu…