Kobieta się uśmiechnęła.
„To miejsce jest warte fortunę”.
Od tego dnia…
wszystko się zmieniło.
Codzienna rutyna Camille wyglądała tak:
Wstawać o piątej.
Gotować.
Sprzątać.
Prać ręcznie.
Zajmować się dziećmi.
Słuchać poleceń mojej mamy.
Słuchać poleceń tej kobiety.
Bez wytchnienia.
Ciągle obserwowałam.
Dzień 18.
Camille odebrała telefon.
To była jej mama.
— Mamo, wszystko w porządku… wszyscy byli dla mnie tacy mili…
Gdy tylko się rozłączyła…
spuściła głowę.
Przytuliła do piersi stertę mokrych ubrań.
I płakała.
Po cichu.
Ale nawet bez dźwięku… wszystko rozumiałyśmy.
Zacisnęłam pięści tak mocno, że zaczęły mnie boleć palce.
A potem…
to, co nastąpiło potem, mnie wykończyło.