Ale gest był wyraźny.
Była współwinna.
Zacisnąłem mocno oczy.
To była moja matka.
Ale kobieta, którą widziałam na ekranie… nie przypominała już tej, która mnie wychowała.
Wstałam powoli, zamknęłam komputer i wyszłam z biura.
W domu panowała cisza.
Słychać było jedynie ciche chrapanie dzieci i odległy szum wentylatora.
Poszłam do naszej sypialni.
Światło wciąż się paliło.
Camille zasnęła na skraju łóżka, tuląc lekki kocyk jak przerażone dziecko.
Usiadłam obok niej i wzięłam ją za rękę.
Była ciepła.
Krucha.
Wyczerpana.
Poruszyła się lekko, a potem zwinęła się w kłębek nawet przez sen.
„P-przepraszam… Nie chciałam…”
Jakby już przyzwyczaiła się do bycia karconą.
Jakby strach stał się jej normalnym sposobem życia.
Zamknęłam oczy, żeby powstrzymać gniew.