Poczułam, jak całe moje ciało robi się zimne.
Bo ten sejf…
miał tylko dwa klucze.
Jeden był ze mną.
A drugi…
z moją mamą.
CZĘŚĆ 2
Nie odsunęłam się od ekranu.
To było tak, jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro lodowatej wody.
Moje palce drżały, gdy w kółko odtwarzałam sobie tę scenę: ten mężczyzna z kluczem do mojego sejfu… i ten spokojny, pewny siebie uśmiech, jakby wiedział, że nikt nie odważy się go powstrzymać.
Wziąłem głęboki oddech.
Nie mogłem wpaść do pokoju i zrobić awantury.
Nie mogłem krzyczeć.
Nie mogłem działać pod wpływem wściekłości.
Jeśli to, co podejrzewałem, było prawdą…
to nie było zwykłe okrucieństwo.
To był plan.
Siedziałem w milczeniu i zmusiłem się do uspokojenia. Przejrzałem wszystkie nagrania, jedno po drugim, zwłaszcza te, na których widać było ruchy mojej matki.
I wtedy zauważyłem coś, czego nie widziałem za pierwszym razem.
Nie tylko skonfiskowała telefon Camille.
Kilka razy osobiście wręczała klucz temu mężczyźnie.
Pewnej nocy – około drugiej w nocy – wyszła z pokoju, powoli przeszła przez salon i dyskretnie wsunęła mu coś do ręki.
Nie słyszałem ich słów.