Jeszcze nie.
Tego wieczoru, w dziewiątkę, jedliśmy kolację przy stole.
Camille… siedziała na małym stołku, z boku, przy wejściu do kuchni.
Na jej talerzu był tylko ryż i warzywa.
Nawet nie tknęła dania głównego.
Jedno z dzieci ugryzło kurczaka, po czym niemal natychmiast go wypluło.
„To obrzydliwe!”
Kobieta w mocnym makijażu skrzywiła się.
„Zupa jest za słona”.
Moja mama natychmiast podniosła głos.
„Camille! Słyszałaś to?”
„Tak… proszę pani…” odpowiedziała cicho.
Skosztowałem zupy.
Nie była słona.
Spojrzałem na nią.
I wtedy to zobaczyłem…
strach w jej oczach.