Czystość.
Spokój.
Z biegiem tygodni Camille odzyskiwała siły. Na jej twarz powróciły kolory.
I uśmiech też.
Pewnego ranka, gdy jedliśmy śniadanie na tarasie, spojrzała na mnie i powiedziała:
„Edward…”
„Tak?”
Uśmiechnęła się.
„Życie naprawdę się zmienia… kiedy ktoś w końcu postanawia być przy tobie”.
Odwzajemniłem uśmiech i wziąłem ją za rękę.
„Nigdy jej już nie puszczę”.
I w tym momencie zrozumiałem…
że nie tylko odzyskaliśmy dom.
Odnaleźliśmy się na nowo.