Miesiącach.
Miesiącach, przez które ten pies czekał przed drzwiami.
Miesiącach.
i podczas których budził się, wciąż szukając jej zapachu.
Miesiące, w których jego stare serce musiało nauczyć się przetrwać porzucenie.
A teraz, podczas konsultacji, zapytała, czy wszystko w porządku.
Myślę, że dostrzegła coś w mojej twarzy.
Bo wyszeptała:
„Często o tym myślę”.
Więc po raz pierwszy odpowiedziałem jej szczerze.
„On też”.
Spuściła wzrok.
Jej mały piesek zaskomlał w jej ramionach.
„Nie chciałam być okrutna”, powiedziała.
„A jednak byłaś”.
Zamknęła oczy na kilka sekund.
I nagle wyglądała na zmęczoną. Naprawdę zmęczoną.
Nieelegancko.
Nie na zmarzniętą.
Po prostu samotną.
„Mój mąż umarł z Mariusem u boku”, wyszeptała.