Bo psy nie rozumieją tego rodzaju dumy, która sprawia, że ludzie kochają tylko wtedy, gdy czują się bezpiecznie.
Kochają nawet wtedy, gdy ich to kosztuje.
Została prawie dwie godziny.
Przed wyjściem podeszła do mnie.
„Dziękuję, że nie zostawiłaś go na śmierć w samotności”.
Spojrzałam na Mariusa śpiącego przy kaloryferze.
Potem odpowiedziałam cicho:
„To nie ja go najbardziej uratowałam”.
Zrozumiała.
Widziałam to w jej oczach.
Po jej wyjściu w mieszkaniu znów zapadła cisza.
Mariusz spał twardo, wyczerpany emocjami.
Usiadłam obok niego na podłodze.