Stałem nieruchomo.
„Przez kolejne miesiące nie mogłam znieść widoku tego psa. Wszędzie za mną chodził. Wciąż czekał na mojego męża przed drzwiami biura. Spał po swojej stronie łóżka. Każdy pokój przypominał mi kogoś, kogo nie mogłam już odzyskać”.
Jej głos się załamał.
„Więc kiedy zdecydowałam się wyjechać do Lizbony… przekonałam samą siebie, że zmiana życia mnie uratuje. I myślałam tylko o ucieczce”.
Nie wiedziałam już, co powiedzieć.
Bo żal nie usprawiedliwia wszystkiego.
Ale czasami tłumaczy nawet najbardziej tchórzliwe czyny.
Płakała teraz cicho.
„Myślałam, że jeśli zostawię Mariusa, zostawię też wszystko inne”.
Potem dodała ledwo słyszalne zdanie:
„Ale nigdy tak naprawdę nie porzuca się tego, co się kochało”.
Długo milczeliśmy.
Mały biały piesek drżał w jej ramionach.
W końcu zapytała:
„Czy mogę go zobaczyć? Chociaż raz”.
Chciałem powiedzieć „nie”.
Część mnie chciała chronić Mariusa przed dalszym cierpieniem.
Ale inna część wiedziała, że czternastoletnia miłość nie znika tak po prostu.
Więc kilka dni później przyszła do mnie.