Jej wzrok zamrugał.
„Ja… ja nie wiedziałam, że nadal tu pracujesz”.
Patrzyłam na małego pieska.
Młodego.
Idealnie wypielęgnowanego.
Zdenerwowanego.
Miał na sobie nową obrożę z wygrawerowanym imieniem: Pablo.
Podążyła za moim wzrokiem.
Potem powiedziała, niemal obronnym tonem:
„Ma problemy trawienne”.
Nie odpowiedziałam.
Cisza stała się ciężka.
I nagle zapytała:
„Czy z Mariusem wszystko w porządku?”
To pytanie przeszyło mnie jak ostrze.
Bo padło za późno.
Nie po tygodniach.
Nie po telefonie.
Nie po wizycie.