W przedpokoju, kiedy pracowałam do późna.
Przy kuchennym stole wieczorem.
Ale przede wszystkim był pewien rytuał.
Codziennie, około siódmej, Marius siadał przed drzwiami wejściowymi.
Nie drapał.
Nie marudził.
Po prostu czekał.
Za pierwszym razem nie zwróciłam na to uwagi.
Za drugim razem zrozumiałam.
Prawdopodobnie to był czas, kiedy wrócił jego były właściciel.
Więc czekał jeszcze dłużej.
Jego ciało rozumiało, zanim serce.
Pewnego wieczoru siedziałem obok niego na korytarzu.
„Ona nie wróci, stary”.
Delikatnie odwrócił głowę w moją stronę.
Potem oparł pysk na moim udzie.
Myślę, że niektóre zwierzęta rozumieją rzeczy, których nie mówimy wprost.
W klinice wszyscy go polubili.