Nie pusta.
Ogromna.
Kilka dni później znalazłem biały włos Mariusa zaplątany w mój koc.
Długo trzymałem go w palcach.
Potem uśmiechnąłem się pomimo łez.
Bo w głębi duszy ci, którzy naprawdę nas kochają, nigdy do końca nie opuszczają pomieszczeń, w których byli szczęśliwi.
Trwają w swoich rutynach.
W ciszy, która stała się łagodniejsza.
W ten dziwny sposób nasze serca wciąż robią miejsce, nawet gdy wiedzą, że nie będzie już drogi powrotnej za drzwi.